Koledzy, mam taką ideę na bezpieczny i tani zasilacz 12v. Bez zawodnych lub samoniszczących zabezpieczeń. Pomysł jest taki: bardzo mocny toroid około 11v/wtórne/. Po mostku około 15v. Stabilizator na 7812 z końcówką na np. 2n3055 x 6szt. Różnica napięć 7812 wejście/ wyjście aby działał to 2v. A więc /przebadane/ przy poborze 15A bez stabilizacji zaraz po mostku, napięcie spada około 1v, wiec stabilizator jeszcze działa. Podsumowując, do 15A napięcie stabilizowane, powyżej 15A może lekko spadać/ niewiele, bo trafo bycze/ Radio 100w "poleci" na tym spokojnie. W razie jakiejś katastrofy/ uszkodzenie stabilizacji zasilacza/ max napięcie jakie pojawi się na wyjściu zasilacza to 15v. Mój Kenwood pracuje bezpiecznie wg. instrukcji do 16v. Co Wy na to?
I jeszcze jedno, zrobiłem takie coś z ciekawości prowadzony intencją maksymalnej prostoty układu. 6 "enek" na żeberku 300x160 w kilka minut zrobiło się ciepłe .. 100w halogen przy 12v. Na wejściu 24v MA7812 Tesli na zgrabnym radiatorku był absolutnie chłodny. Czy taki układzik zasilacza jest jakoś zabezpieczony czy wcale?
I jeszcze jedno, zrobiłem takie coś z ciekawości prowadzony intencją maksymalnej prostoty układu. 6 "enek" na żeberku 300x160 w kilka minut zrobiło się ciepłe .. 100w halogen przy 12v. Na wejściu 24v MA7812 Tesli na zgrabnym radiatorku był absolutnie chłodny. Czy taki układzik zasilacza jest jakoś zabezpieczony czy wcale?

